sobota, 26 września 2015

Wsparcie dla dzieci uzdolnionych

Wsparcie dla dzieci uzdolnionych to po prostu "wsparcie". Jeżeli pierwsze miejsce w międzynarodowym konkursie matematycznym nie wystarczy, to już nie wiem, jakie dziecko może liczyć na "wsparcie" ze strony szkoły, którym pani dyrektor tak lubi się chwalić na zebraniach dla nowo przyjmowanych uczniów (jak również tym, że takich uczniów posiada)... Dowiedziałam się niedawno, że dla Stasia nie ma nawet kółka matematycznego (bo są tylko dla szóstoklasistów), a aktualna wychowawczyni ma tylko zajęcia wyrównawcze, ale jakby mi bardzo zależało, to może na tych zajęciach wyrównawczych jakieś inne zadania przy okazji Stasiowi zadawać. Stwierdziłam, że mi nie zależy. W ogóle już mi na tych konkursach przestało zależeć. Chyba wystarczy mi, że wiem, co Staś potrafi, a jak szkoła chce, żeby Staś ją reprezentował w jakichś konkursach czy olimpiadach, to niech sama też do tego przyłoży palec, bo to co Staś ma na lekcji, już dawno umie. Wydawało mi się, że aby społeczeństwo szło na przód powinno się w jakiś sposób utalentowanym osobom ułatwiać rozwój swoich uzdolnień (potem każdy chętnie kibicuje np. Małyszowi czy Pudzianowi), ale w polskich szkołach najważniejsze jest jak widzę "uśrednianie" tzn. że wprawdzie szkoła stara się podciągać tych najsłabszych, ale też najlepsi są wyrównywani do przeciętnych. Zamiast wielkich haseł "Odkrywamy talenty!", "Wspieramy uzdolnionych!" powinna sobie polska edukacja na stronie Ministerstwa Edukacji wywiesić szyld "Wzmacniamy przeciętność!", "Degradujemy uzdolnionych!". Jak już nawet głupiego kółka matematycznego dla dziecka wybitnie uzdolnionego nie ma to już w ogóle odechciewa się starać o coś w tej szkole!

2 komentarze:

  1. W naszej szkole było kółko matematyczne w zeszłym roku. Teraz już nie ma. Znajomy Tata poszedł zapytać panią w zeszłym roku, jak będą wyglądały zajęcia koła. Okazało się, że nie jakoś specjalnie ambitnie ("Niech się pan nie obawia"), nie o to chodzi, żeby zaraz konkursy i olimpiady, tylko żeby zachęcić młodzież do matematyki. Tak to jest we Wrocławiu. Ale jest tez inaczej - pracowałam w prywatnej szkole i konkursów matematycznych było kilka w roku (z innych przedmiotów też) i nauczyciel powinien przygotować do nich uczniów w ramach normalnych lekcji, nawet na to, żebym prowadziła zajęcia dodatkowe nieodpłatnie nie było miejsca ani czasu.

    OdpowiedzUsuń
  2. Masakra...szok...włos się jeży...
    MARTUŚ ale propozycja nauczycielki a propos wyciągnięcia stasia w zajęcia wyrównawcze może mieć plusy..może uda się dokoptowac choć Jeszcze jednego ucznia zdolnego.. Będą grupy..Plus pomoc rowiesnicza.. TAKi społeczny rozwój.. Czy ja źle myślę.. Proszę nie łam się.. Działaj..brawa dla super mamy :))

    OdpowiedzUsuń