wtorek, 19 maja 2015

Metoda behawioralna

Do metody behawioralnej albo po prostu aktualnej terapeutki już się zdążyłam zrazić. W sumie z kilku powodów:
  • nie odpowiada mi formuła nagród i ich odbierania, tzn. terapeutka wyciąga jakąś zabawkę i pokazuje Róży, która ma ją otrzymać po wykonaniu zadania, a po chwili jej zabiera, przed kolejnym zadaniem (w domu, jak coś robię z Różą, to wystarcza "brawo", "super" i tyle, a nie jakieś szczucie zabawkami);
  • nie odpowiada mi skupienie się na tym, co chce terapeuta, bez uwzględnienia tego co chce dziecko, tzn. dziecko ma 45 minut siedzieć przy stoliku i robić zadania, które wymyśli terapeuta; Róża akurat jest w stanie wysiedzieć, ale może jakieś zadanie raz, dwa razy zrobić, a potem się znudzić i kolejna próba najprawdopodobniej spotka się z jej oporem, ale jakby miała zaproponowane inne zadanie, to by je chętnie zrobiła i robienie czegoś na siłę w przypadku tak małego dziecka (dużego wg mnie również), mija się z celem, bo nie chcę żeby mi szkoliła robota, tylko nauczyła czegoś dziecko;
  • jestem zwolennikiem rodzicielstwa bliskości i pozostawianie dziecka "żeby się wypłakało" mi kompletnie nie odpowiada, nawet jeżeli rehabilitant twierdzi, że "próbuje coś wymusić, bo nie chce zrobić zadania", dla mnie to trochę chore; zresztą Róża na prawdę lubi tego typu zadania i chętnie je ze mną wykonuje, ale najwyraźniej formuła prowadzona na zajęciach jej nie odpowiada;
  • zajęcia są płatne (45zł za 45 minut, nie wiem czy to dużo czy mało, dla mnie wcale nie tak mało), dlatego wprowadzanie do małego pokoiku jeszcze 3 studentek terapeutka powinna uprzedzić spytaniem mnie o zgodę, bo to z moim dzieckiem w tym momencie pracuje, ja za to płacę (pewnie bym się zgodziła, a tak, to mi się to kojarzy z wprowadzaniem studentów medycyny na poród bez pytania o zgodę...) ;
  • a tak w ogóle, to te same ćwiczeń równie dobrze mogę sama z Różą robić, bez jeżdżenia do centrum przez rozkopane ulice, szukania miejsca do zaparkowania, no i płacenia!



Jeszcze oficjalnie nie zrezygnowałam, bo mamy tam umówioną zespołową diagnozę (tak w razie czego), ale już wiem, że więcej nie mam ochoty tam iść. 
Na razie nie mam nic innego. Mieliśmy dzisiaj mieć diagnozę metodą krakowską i liczyłam na rozpoczęcie terapii tą metodą, ale pani się rozchorowała i kolejny termin mamy dopiero za miesiąc... Logopedę mamy też dopiero w czerwcu... Jeszcze czekam czy coś się nie zwolni u jednego pedagoga z polecenia, ale na razie się nie zwalnia... Wszystko normalnie odpłatne (nie żeby na kasę chorych, bo bym się nie dziwiła terminom)... Nic to. Muszę wygospodarować czas, żeby sama coś więcej z Różą robić, sama coś więcej poczytać, doszkolić się w przerwach między zawożeniem i odbieraniem chłopaków z przedszkola szkoły i zajęć dodatkowych...
Włos wysłaliśmy do analizy, także Róża z tyłu trochę wygolona:-) Jutro do odebrania wyniki EEG. Najbardziej się stresuję psychiatrą w poniedziałek. Chciałabym, żeby dała jakąś diagnozę, żeby przedszkole integracyjne na wrzesień przyklepnąć, bo inaczej tego nie widzę: u nas miejsca są już tylko w najdroższych przedszkolach w okolicy, a płacić tysiąc za przedszkole miesięcznie i drugie tyle za terapię, to mi się nie uśmiecha, szczególnie, że bracia też mają swoje potrzeby...
Tak dla pokrzepienia, to z muzyką i rytmiką mi się chociaż udało. Róża cały dzień łazi i podśpiewuje coś pod nosem:-) No i kontakt z braćmi i ich kolegami myślę, że to też dobra terapia, bo Róża wszystko naśladuje! Wczoraj byliśmy na placu zabaw i Róża skakała ze starszymi dziewczynkami na trampolinie. Jedna zeszła i usiadła i Róża zaraz zrobiła to samo (usiadła w taki sam sposób, jak ona). Jestem w trakcie czytania "Zespół Asperega - kompletny przewodnik" Tony'ego Attwooda i pisali tam, że niektóre dzieci wykształcają sobie mechanizm kompensacyjny poprzez naśladownictwo. Może to o niej? Chociaż wydawało mi się, że pisali o starszych dzieciach...

Miałam fajny filmik, jak Róża czyta "Miś i but", ale nagrał się bez głosu. Spróbujemy jeszcze raz nagrać innym telefonem i w następnym poście zamieścić:-)

8 komentarzy:

  1. Masę sił telepatycznie przesyłam..m

    OdpowiedzUsuń
  2. Mam w rodzinie terapeutkę behawioralną... dla mnie to tresura zwierzątek. Ostatnio "wykładała" jak to rodzic nie powinien dać się owinąć dziecku wokół palca. A chodziło o samodzielne usypianie w łóżeczku i napady złości (zresztą złości, malutki człowieczek też ma prawo się denerwować, a że nie potrafi w akceptowalny sposób poradzić sobie z emocjami, to tym bardziej rodzic musi pomóc). Rozmowa była o kilkumiesięcznym bobasie! Jakby tak maleńkie dziecko było tak perfidne i rodzicowi robiło na złość! Mnie to się w głowie nie mieści. "Mamo, tato płaczę, bo chcę Wam dokuczyć".
    Marto podpatrzysz ćwiczenia i w domu, gdzie dziecko czuje się bezpiecznie,, Różyczka będzie pracowała najefektywniej. A myślisz, że rozmowa z terapeutką, by coś dała? Bo płacić tyle pieniędzy i nie być zadowolonym, to najzwyczajniej szkoda...

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Rozmowa z tą konkretną terapeutką nic nie da, ponieważ jest święcie przekonana do swoich metod. Myślałam o zmianie terapeuty w tym ośrodku, ale chyba wszyscy tam pracują tą metodą. Na razie będę z nią ćwiczyła sama, jakieś nowe pomoce kupię albo poszukam w internecie. Może coś się zwolni w innym miejscu a może logopeda i SI na razie wystarczy.

      Usuń
  3. Od dziecka bez zaburzen teudno wymagac 45 minut w skupieniu przy stoliku a co dopiero od naszych maluch aspich ja sporo zytalam o tej metodzie i dla mnie to tresura kiedy macie wizyte w Piasecznie?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Pod koniec czerwca. Mam nadzieję, że coś pomoże. Chociaż też się obawiam, bo na dietach się zupełnie nie znam...

      Usuń
  4. Ja mam dzisiaj sporkanie z mala w przedszkolu ktore wybralam fajne takie male kameralne mam nadzieje ze mlodej sie spodoba bo w sierpniu zaczyna tj angielskie przedszkole mloda jest dwujezyczna mam taki stres od rana ze szok

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Fajne są kameralne przedszkola:-) Na pewno się spodoba!
      Pierwsze, które planowaliśmy dla Róży było dwujęzyczne, ale po terminie naborów do innych przedszkoli podnieśli cenę, nie wspominając o tym wcześniej (w zasadzie wszystko mieliśmy już z nimi uzgodnione), a podając mi umowę do podpisu dyrektor nawet się nie zająknął o zmianie ceny (w umowie była łączna kwota za cały rok i mogłam nawet tego nie zauważyć)...

      Usuń