sobota, 30 maja 2015

Lekcje ze starszym bratem

Czym się różni uczenie się w domu od uczenia się u naszego ostatniego terapeuty? Przede wszystkim tym, że zamiast 5 zadań na 45 minut mamy 10 zadań na 20 minut, dzięki temu Róża nie nudzi się. Jak jej któraś zabawa nie odpowiada przechodzimy do kolejnej bez stresu, że "czegoś nie chciała zrobić i nie dostanie zabawki" (chore!). Poza tym w domu jest większa swoboda i więcej czasu, tzn. jak jej się znudzi siedzenia przy stoliczku, to sobie idzie (jeszcze nie ma 6 lat, żeby musiała siedzieć w ławce, więc tego od niej nigdy nie wymagam). Dzięki temu Róża nie kładzie się na podłogę, bo już dłużej nie chce jakiegoś zadania robić i nie ma spięć z terapeutą, że mama chce pocieszyć dziecko a terapeuta nie pozwala, "bo dziecko wlezie na głowę albo coś jeszcze gorszego".





Emil puszcza Róży bańki a nasz rodzinny matematyk uczy Różę dodawania:-) Przy okazji testujemy nowe pomoce dydaktyczne: które się jej spodobają, a na które jest jeszcze za mała.


Przerwa na lekturę.


I powrót: dopasowywanie skojarzeń.


Na te sekwencje jest jeszcze za mała.


Dopasowywanie figur geometrycznych do obrazka.


Róża już sobie radzi z puzlino (a dwa tygodnie temu terapeutka odrzuciła je i stwierdziła, że i tak nic z tego nie rozumie).


Nad tym segregowaniem jeszcze trzeba popracować.


Tu się układa dokładnie na kształcie, więc jest łatwiejsze.


Tutaj Róża również woli na kartce ze wzorem niż pod.


A tu Emil pomaga sortować pomoce (dopasowuje opisy sytuacji do obrazków), żebym mogła powybierać dla Róży te najłatwiejsze (na teraz).


I idziemy spać!
Żeby nie było, że my się tylko uczymy, to postaram się powrzucać też jakieś zdjęcia z placu zabaw i bawialni:-)


 A tu na koniec eksperyment Piaget'a (dla dzieci 7 lat, +/- 4 lata). Zróbcie coś podobnego z patyczkami, guzikami czy czymś innym i spytajcie, gdzie jest więcej. Odpowiedzi mogą was zaskoczyć!:-)

piątek, 29 maja 2015

Czytanie globalne a autyzm

Jesteśmy już po dwóch diagnozach u psychiatrów, którzy potwierdzili autyzm. Mimo to mi się i tak wydaje, że Róża ma co najwyżej Aspergera (ale diagnozują go dopiero od 5 roku życia, więc się na razie nie łapie:-). Jak była mała, to nie przypuszczałam, że z nią jest coś nie tak. Rozwijała się prawidłowo, poza tym, że nie mówiła, ale Staś również zaczął późno mówić, zresztą także w wielu innych rzeczach bardzo go przypominała. Prawie od urodzenia uczyłam ją czytać metodą globalną, tzn. pokazywałam jej raz, dwa razy dziennie po kilka kartek z napisem i obrazkiem, potem z samym napisem, potem wyrażeniem i w końcu zdaniem. Może nie tak intensywnie i tak regularnie, jak zalecał Doman, ale i tak efekty były niesamowite. Kilka razy chyba nawet pisałam na blogu, że zdumiewa mnie to, że dziecko nie umie mówić, ale czyta (i to w dwóch językach). Nie wiem czy wszystko z tego rozumie, pewnie, jak są długie zdania i same napisy to nie, ale podpisy w książeczkach myślę, że już tak. Teraz głównie książeczki czyta - raz, dwa razy dziennie siada sobie w swoim foteliku i po 15 minut sama czyta, czasami na głos, czasami tylko przegląda strony ( i być może w myślach czyta:-).


Spotkałam się z opinią, że u mojego dziecka wczesne czytanie wywołało autyzm, nie wiem czym to stwierdzenie było poparte, ponieważ nigdy wcześniej nie słyszałam o tym, że nauka czytania (nawet wczesna) może powodować autyzm, co więcej wielu logopedów, z którymi miałam styczność (np. na turnusach rehabilitacyjnych Emila) wykorzystywało je właśnie jako terapię dzieci z autyzmem! Wydaje mi się, że w przypadku Róży właśnie czytanie globalne sprawiło, że jest teraz w tak dobrym stanie. Być może nieświadomie prowadziłam z nią terapię od urodzenia prezentując jej różne kartki obrazkowe, książeczki itp. Zresztą to, że Róża umie czytać dużo rzeczy nam ułatwia. Może na przykład korzystać z pomocy dydaktycznych dla starszych dzieci. Myślę także, że przez to, że aktualnie sama sobie lubi czytać, a biblioteczkę dziecięcą mamy obszerną, sama już poszerza własną wiedzę, co jest niesamowite, bo ona przecież nawet trzech lat nie ma i w dodatku podobno jest autystyczna!

środa, 27 maja 2015

Blogersko - spacerowo:-)

Blogersko - spacerowo, czyli Mała Miss:-)




Terapeutyczno-dydaktycznie:-)


 Stopniowanie


 Klucz i ucz się


 Przeciwieństwa


Ciastolina


Układanki


Dorysuj nogę!


Rzeczowniki


Czytelniczka


Domowa orkiestra


Dobranoc!

czwartek, 21 maja 2015

Śpiewająco


Róża najczęściej chodzi po domu i właśnie sobie podśpiewuje. Czasami wplecie w to jakieś sensowne słowo, a nawet i zdanie. Dzisiaj na przykład właśnie takim nagłym, dziwnym przerywnikiem było zdanie o jakimś smoku, który ma czarne skrzydła. Myślałam, że to fragment jakiegoś wierszyka albo piosenki, ale z niczym mi się to nie kojarzyło. Pomyślałam więc, że może oglądała u babci jakąś bajkę albo mieli wierszyk na rytmice, bo tylko tam jest beze mnie. Sprawę udało się wyjaśnić, jak na placu zabaw spytałam Stasia, czy coś słyszał o smoku z czarnym skrzydłami albo oczami. Staś stwierdził, że to przecież Smok Kresu, z Minecrafta:-)
 
A to nasz prywatny gabinet terapeutyczny:-)


Róża sortuje krążki wg kolorów, ćwiczy polecenie "daj" i "tutaj".


Ćwiczymy  czytanie trudniejszych zdań.


Na terapii behawioralnej pani rozłożyła puzlino i po chwili powiedziała, że ona tego jeszcze nie rozumie i sprzątnęła.Wiem, że nie rozumie, ale po to ma terapię, żeby się czegoś nauczyć. Puzlino już wtenczas było w drodze do nas i Róża uczy się tego na tej samej zasadzie, jak zZupple.

 


A to nasz ostatni "hicior"- Aspekt czasownika,wydawnictwa WIR. Róża sama wchodzi na stół, żeby to sięgnąć. Sądzę, że zostało to stworzone z myślą  o starszych dzieciach,co nie zmienia faktu, że Róży bardzo się podoba i na raz robimy całe opakowanie ("Odmiana rzeczownika" metodą krakowską dla porównania 1-2 kartki na raz). Nie mam na razie żadnego konkretnego planu nauki dla Róży (liczę na to, że w wakacje razem z przedszkolem go opracujemy, jak dostanie papiery...). Robimy na razie to co sądzę, że jej się może spodobać i opieram się na jej mocnych stronach: umiejętność czytania, znajomość angielskiego i uwielbienie dla muzyki:-)



Tu dwa przerywniki na "zmianę dekoracji" - przygotowanie kolejnych materiałów do nauki/terapii.


 Dopasowywanie owoców i warzyw do odpowiednich kategorii.


 Quiz elektroniczny z Lidla:-)



 "Przed", "za" i "w".


 "Kto to?", Co to? "Kogo/czego nie ma?", "Coś czy ktoś?"


A tu w klubie maluszka (Róża chodzi z rok młodszymi dziećmi, żeby się lepiej czuła).

wtorek, 19 maja 2015

Metoda behawioralna

Do metody behawioralnej albo po prostu aktualnej terapeutki już się zdążyłam zrazić. W sumie z kilku powodów:
  • nie odpowiada mi formuła nagród i ich odbierania, tzn. terapeutka wyciąga jakąś zabawkę i pokazuje Róży, która ma ją otrzymać po wykonaniu zadania, a po chwili jej zabiera, przed kolejnym zadaniem (w domu, jak coś robię z Różą, to wystarcza "brawo", "super" i tyle, a nie jakieś szczucie zabawkami);
  • nie odpowiada mi skupienie się na tym, co chce terapeuta, bez uwzględnienia tego co chce dziecko, tzn. dziecko ma 45 minut siedzieć przy stoliku i robić zadania, które wymyśli terapeuta; Róża akurat jest w stanie wysiedzieć, ale może jakieś zadanie raz, dwa razy zrobić, a potem się znudzić i kolejna próba najprawdopodobniej spotka się z jej oporem, ale jakby miała zaproponowane inne zadanie, to by je chętnie zrobiła i robienie czegoś na siłę w przypadku tak małego dziecka (dużego wg mnie również), mija się z celem, bo nie chcę żeby mi szkoliła robota, tylko nauczyła czegoś dziecko;
  • jestem zwolennikiem rodzicielstwa bliskości i pozostawianie dziecka "żeby się wypłakało" mi kompletnie nie odpowiada, nawet jeżeli rehabilitant twierdzi, że "próbuje coś wymusić, bo nie chce zrobić zadania", dla mnie to trochę chore; zresztą Róża na prawdę lubi tego typu zadania i chętnie je ze mną wykonuje, ale najwyraźniej formuła prowadzona na zajęciach jej nie odpowiada;
  • zajęcia są płatne (45zł za 45 minut, nie wiem czy to dużo czy mało, dla mnie wcale nie tak mało), dlatego wprowadzanie do małego pokoiku jeszcze 3 studentek terapeutka powinna uprzedzić spytaniem mnie o zgodę, bo to z moim dzieckiem w tym momencie pracuje, ja za to płacę (pewnie bym się zgodziła, a tak, to mi się to kojarzy z wprowadzaniem studentów medycyny na poród bez pytania o zgodę...) ;
  • a tak w ogóle, to te same ćwiczeń równie dobrze mogę sama z Różą robić, bez jeżdżenia do centrum przez rozkopane ulice, szukania miejsca do zaparkowania, no i płacenia!



Jeszcze oficjalnie nie zrezygnowałam, bo mamy tam umówioną zespołową diagnozę (tak w razie czego), ale już wiem, że więcej nie mam ochoty tam iść. 
Na razie nie mam nic innego. Mieliśmy dzisiaj mieć diagnozę metodą krakowską i liczyłam na rozpoczęcie terapii tą metodą, ale pani się rozchorowała i kolejny termin mamy dopiero za miesiąc... Logopedę mamy też dopiero w czerwcu... Jeszcze czekam czy coś się nie zwolni u jednego pedagoga z polecenia, ale na razie się nie zwalnia... Wszystko normalnie odpłatne (nie żeby na kasę chorych, bo bym się nie dziwiła terminom)... Nic to. Muszę wygospodarować czas, żeby sama coś więcej z Różą robić, sama coś więcej poczytać, doszkolić się w przerwach między zawożeniem i odbieraniem chłopaków z przedszkola szkoły i zajęć dodatkowych...
Włos wysłaliśmy do analizy, także Róża z tyłu trochę wygolona:-) Jutro do odebrania wyniki EEG. Najbardziej się stresuję psychiatrą w poniedziałek. Chciałabym, żeby dała jakąś diagnozę, żeby przedszkole integracyjne na wrzesień przyklepnąć, bo inaczej tego nie widzę: u nas miejsca są już tylko w najdroższych przedszkolach w okolicy, a płacić tysiąc za przedszkole miesięcznie i drugie tyle za terapię, to mi się nie uśmiecha, szczególnie, że bracia też mają swoje potrzeby...
Tak dla pokrzepienia, to z muzyką i rytmiką mi się chociaż udało. Róża cały dzień łazi i podśpiewuje coś pod nosem:-) No i kontakt z braćmi i ich kolegami myślę, że to też dobra terapia, bo Róża wszystko naśladuje! Wczoraj byliśmy na placu zabaw i Róża skakała ze starszymi dziewczynkami na trampolinie. Jedna zeszła i usiadła i Róża zaraz zrobiła to samo (usiadła w taki sam sposób, jak ona). Jestem w trakcie czytania "Zespół Asperega - kompletny przewodnik" Tony'ego Attwooda i pisali tam, że niektóre dzieci wykształcają sobie mechanizm kompensacyjny poprzez naśladownictwo. Może to o niej? Chociaż wydawało mi się, że pisali o starszych dzieciach...

Miałam fajny filmik, jak Róża czyta "Miś i but", ale nagrał się bez głosu. Spróbujemy jeszcze raz nagrać innym telefonem i w następnym poście zamieścić:-)

piątek, 15 maja 2015

Metoda Gordona


Próba rysowania po śladzie.


Sokrates 101.


Próba przepisywania ciągu liczb.







Róża czyta książeczki "To ja ci mamo poczytam!".


Próby ułożenia układanki bez "kształtek,wcięć" po bokach.


Próby układania domina.

Dzisiaj odebrałyśmy diagnozę SI. Róża i Staś będą chodzić na terapię SI. Nadmiar odbieranych bodźców z otoczenia może powodować u Stasia problemy z koncentracją i przemęczenie. W poniedziałek z Emilem idę do PPP w sprawie kształcenia specjalnego do szkoły, a ze Stasiem do neurologa. We wtorek mam spotkanie z dyrektorką szkoły Stasia (jako reprezentacja klasy), diagnozę logopedyczną metodą krakowską u Róży oraz terapię behawioralną z Różą. W środę odbieramy wyniki EEG Róży. Stasia też muszę umówić na EEG, ale wpierw muszę porozmawiać z wychowawczynią kiedy ma różne konkursy w szkole.

Zastanawiałam się czy dzieci z autyzmem w ramach echolalii powtarzają tylko słowa i zdania czy też melodię. Róża chodzi od niedawna dwa razy w tygodniu do szkoły muzycznej na rytmikę metodą Gordona i ostatnio nuciła w wannie melodię. Próbowałam sprawdzić czy jak zanucę fragment to pociągnie dalej czy powtórzy to, co śpiewałam. Na razie nie udało mi się jeszcze niestety tego określić, trochę się wkurzała jak przerywałam albo nie zwracała na mnie uwagi. W ramach echolalii powinna to powtórzyć, ale z drugiej strony za muzykę odpowiada chyba ta część mózgu, co za matematykę (coś takiego kiedyś czytałam), więc w zasadzie niekoniecznie. Będę próbowała badać dalej:-)