niedziela, 28 września 2014

Noc naukowców 2014

W piątek uczestniczyliśmy z chłopakami w Nocy Naukowców. Chłopakom bardzo się spodobała m.in. wystawa minerałów i meteorytów. Wykład, na który się wybraliśmy (ekstremalne zjawiska pogodowe) niestety nie okazał się zbyt ciekawy, a opis brzmiał bardzo interesująco i w internecie "walczyłam" o miejsca, także chłopacy byli zawiedzeni. Mam nadzieję, że w przyszłym roku lepiej trafimy:-)



Dzisiaj mieliśmy okazję z Emilem oglądać spektakl „Kish Kush” w wykonaniu Teatro Distinto z Włoch w ramach projektu TE_ATRakcje. Spektakl zrobił na nas duże wrażenie, poruszał problemy inności, różnorodności w niezwykle ciekawej formie, posługując się teatrem cieni i głosem. Dwójka aktorów z początku rozdzielona była białą płachtą i widziała tylko cień drugiej postaci, co wprawiało w zachwyt obserwujące to dzieci. Połowa widowni widziała jednego aktora i cień drugiego, a druga połowa drugiego i cień pierwszego.
Z początku obie postaci obawiały się wzajemnie, ponieważ mówiły innym językiem, spożywały inne dania, jednak przezwyciężając strach, z ciekawością zaczęły się powoli zaprzyjaźniać. Poznawali się wzajemnie poprzez dotykanie, próbowanie posiłków, ucząc towarzysza swojego języka i poznając jego język. Ich relacja przeszła też przez etap konfliktów i niezrozumienia, ale w końcu nastąpiła akceptacja odmienności drugiej osoby.
Po spektaklu widownia miała możliwość porozmawiać z aktorami o spektaklu. Było to bardzo ciekawe doświadczenie. Do tej pory nie spotkałam się z tym w teatrze i zawsze była jakaś taka granica: to są aktorzy, a to widownia, a tutaj można było porozmawiać, dowiedzieć się coś więcej zarówno o aktorach, jak i spektaklu.

Emil opowiada:
Dwóch panów jeden z Włoch, a drugi z Polski chcieli się zobaczyć, więc podarli kartkę, która ich oddzielała. Nie lubili się, bo nie znali swoich języków, ale jak poznali to się już trochę polubili. Robili domki, żeby w nich mieszkać. Domki były inne: duży miał duży domek, a mały miał mały, ale potem się zamienili domkami. Już nie bali się siebie i dzielili się jedzeniem. W jednym jedzeniu była skórka a w drugim łupinka, trzeba było nauczyć drugiego pana, jak otwierać. Spektakl się kończy, kiedy powstaje wiele domków.


A tu Różyczka czyta "Księgę dźwięków" po polsku oraz wyrażenia po angielsku.


Różyczka na spacerku.



 Różyczka na piłce nożnej.

niedziela, 14 września 2014

Poczytaj mi mamo!



Różyczka dopasowuje słowa do obrazków w układance. Nie zawsze rozpoznaje obrazki, jakie to zwierzątko, ale jak jest podpis, to wszystko jasne!:-) Niestety po dwóch, trzech ułożeniach wszystko umiała  i już więcej nie chciał jej układać i zabrałyśmy się za kolejne "wyzwania":-)


Tutaj Róża dopasowuje kojarzące się obrazki, np. pomidor i keczup.


 Różyczka i Stasia plastelina do szkoły...


Nowe książeczki: "Jaś i Maja" i "Księga dźwięków". Dołączyłyśmy je do aktualnie czytanych książeczek i Róża bardzo lubi ich słuchać. "Jasia i Maję" zaczyna czytać.



Odnoszę wrażenie, że Róża czyta po angielsku słowa, które widzi po raz pierwszy. Nie wiem czy to możliwe, ale drugi raz z rzędu, jak jej wymieniłam kartki ze słowami do nauki czytania globalnego (biorę około 10 słów i zmieniam zazwyczaj po około tygodniu) przeczytała prawie wszystkie sama (8 na 10, te łatwiejsze do wymówienia), zanim ja jej je przeczytałam. Być może gdzieś je wcześniej widziała, ale prawdę mówiąc na co dzień widzi raczej dookoła polskie słowa. Przyśpieszymy chyba z tymi pojedynczymi słowami, skoro już je umie czytać i poczytamy wyrażenia.

Udało nam się odstawić smoczek, ale Róża trochę gorzej śpi przez to i zmieniły się jej godziny drzemki. Nie zawsze chce się teraz kłaść w dzień a wcześniej sama wchodziła do łóżeczka i spała po cztery godziny. Znalazłam na to sposób i się w okolicach jej drzemki kładziemy i czytamy. Przy którejś części 100 owadów, 100 ptaków czy 100 kwiatów, oczka jej się już same zamykają:-)


A tu aktualne książki chłopaków. Jesteśmy w trakcie czytania Pawlikowskiej "Baśnie dla dzieci".