piątek, 13 czerwca 2014

Wieża Eiffla

Emilek zaskoczył mnie, ponieważ całkowicie samodzielnie wykonał (powycinał i posklejał) z papierowych wycinanek Wieżę Eiffla.



Staś szkolił Emila z tabliczki mnożenia:


Z biblioteki tym razem pożyczyliśmy troszkę grubsze książki, więc zdążyliśmy tylko 4 w tym tygodniu przeczytać: "Koziołek Matołek", "Bajki niebajki", "Co to znaczy" i "Kuba i Buba". Książki Kasdepki nawet Staś słuchał,chociaż woli innego typu książki:-)


Tutaj Staś pochłonięty kolejnymi książkami z serii Matematyczne Śledztwo: "Zamek zagadek" i "Muzeum tajemnic". Oczywiście obydwie przeczytał na poczekaniu:-)


A tu Staś bawi się łamigłówkami "Magia matematyki".


Wyciągnął też z szafy książkę "365 rzeczy do zrobienia"


no i kilka zrobił:


trójwymiarowe wycinanki...


A tu Róża układa cyfry w kolejności.


Bawimy się Bingo angielskim.


I do książek z serii National Geographic dołączyłam nowe do codziennego czytania: "Atlas zwierząt" (po polsku) i "Słownik ilustrowany" (po angielsku), niebieskie karty obrazkowe "Świat wokół mnie" wymieniłyśmy na kolejne, pomarańczowe "W domu i w szkole".

7 komentarzy:

  1. świetnie mu poszło!!!
    PS ja mam do Ciebie pytanka. Jak organizujecie sie z codzienną pracą/nauką?
    Macie plan działania na tydzień/miesiąc?
    Macie może jakiś czas pracy dzienny przewidziany(minimum jakieś)?czy jest to totalnie luźne?
    Z góry dziękuję
    Pozdrawiam serdecznie:*

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie mam totalnie żadnego planu działania. Uczymy się, jak mamy ochotę. Jak chłopaki czegoś nie chcą (nie biorę tu pod uwagę szkolnych zadań domowych), to raczej tego nie robimy, tylko szukam innego tematu, który ich zainteresuje (największe efekty są,kiedy dziecko uczy się czego, co lubi, a my nie musimy się jakiejś konkretnej rzeczy nauczyć, tak,jak w szkole, tylko mamy pełną dowolność:-) Po jakimś czasie próbuję wrócić do tego, co chciałam mu pokazać, ale ugryźć to jakoś z innej strony (tak np. Emilowi znudziła się matematyka, więc przerzuciliśmy się na czytanie), ale planuję do tematu powrót w lipcu - może pogramy w Monopol, będziemy rzucać kostkami i mnożyć liczby oczek, czy coś w tym stylu, jeszcze nie wiem. Dodam, że Staś go też trochę uczy, jak się sami bawią w pokoju.

      Generalnie mam raczej jakieś takie ogólne cele i priorytety, które są zupełnie inne w przypadku każdego z dzieci (i nie chodzi tylko o wiek).

      Jeżeli chodzi o czas, to aktualnie Staś chodzi na drugą zmianę, więc np. przed południem liczymy kilka zadań z matematyki (dla IV klasy) albo powtarzamy czasowniki nieregularne z angielskiego albo słówka z hiszpańskiego albo Staś sobie coś czyta (o eksperymentach, place plastyczne albo np. o przyrodzie) albo jakiś program naukowy ogląda (typu "Jak to działa?", "Dlaczego, po co, jak?"). Staś idzie do szkoły i mam chwilkę dla Róży: czytamy po polsku i angielsku książeczki i napisy, układamy układanki, czasem coś policzymy, idziemy na spacer albo ćwiczymy jazdę na rowerku biegowym. Potem Róża idzie spać, a ja mogę trochę sprzątnąć, zrobić obiad, uprać, wyprasować itp., czasem starcza czasu, żeby coś dla siebie zrobić (poćwiczyć, poczytać albo bloga pisać:-), przed drugą jadę po Emila do przedszkola, Emil miał w trakcie roku między 14-16 angielski albo rehabilitacje (nie tylko typowe rehabilitacje, ale też zajęcia dodatkowe typu ceramika czy piłka nożna dla bardziej ogólnego usprawnienia - w jego przypadku zdrowie i kondycja fizyczna jest dla mnie najważniejsza), pomiędzy zajęciami dodatkowymi czytałam mu książki, pokazując przy tym palcem słowa w książce. W związku z tym, że Emil miał sporo zajęć zorganizowanych, w zasadzie głównie czytaliśmy i Emil oglądał też bajki po angielsku albo programy naukowe.

      Usuń

    2. Nie robię z nimi nie wiadomo czego:-) Wydaje mi się, że sporo, to zasługa wczesnej edukacja - już w wieku Róży sporo się nauczyli (sądzę,że pierwsza lepsza opiekunka czy żłobek tyle by ich nie nauczyli - to im dało na wstępnie dużą przewagę, a nie był to dla nich jakiś wysiłek, tylko zabawa). W wieku szkolnym inne dzieci już też się uczą, z tym że np. "5+5", a Staś 5 do kwadratu... Inne dzieci pisać "mama", a Staś, np. "pszczoła" już dawno umie napisać, więc robimy coś trudniejszego i nie więcej,tylko inne rzeczy (oczywiście zadania domowe też, ale nauka czytania, pisania, słówek z angielskiego czy liczenia na wstępie odpada i jest czas na coś, co go bardziej interesuje- szachy, eksperymenty czy tez taniec. Z Emilem sprawa jest trudniejsza, bo w kwestiach fizycznych musi dopiero dogonić rówieśników, ale za to intelektualnie jest do przodu. Ja się u niego głównie skupiam na tej sferze fizycznej, więc nie zawsze doceniam też inne rzeczy, z którymi jest coraz bardziej do przodu, a mogę go "porównać" tylko ze Stasiem, dla którego podobno zabrakło miejsca na świadectwie w rubryce "osiągnięcia"... Ale dopiero za rok idzie do szkoły, więc dopiero przyjdzie JEGO czas:-)

      No, ale wracając do tematu, to staram się wypatrzeć to w czym dziecko jest dobre,bądź to, co bardzo lubi i pociągnąć temat, dlatego, jak Staś miał 3-4 lata i wydawało mi się, że lubi matematykę i szachy, ten właśnie temat pociągnęłam i nie zważałam, że np. funkcje czy przeliczanie waluty jest dopiero w gimnazjum.U Emila dość długo nie mogłam trafić na tego typu "żyłkę", więc próbowaliśmy różnych rzeczy: rysowania, matematyki, muzyki itd.,obecnie po prostu czytamy, to co sobie wybierze w bibliotece, chodzimy na spektakle czy spotkania literackie dla dzieci.
      Z młodszym dzieckiem, tak jak z Różą, to trochę inaczej. Założyłam kilka tematów: czytanie, angielski, do tego układanki, sport (spacery i pływanie), czasami inne rzeczy (bity inteligencji, hiszpański) i wszystko to bardzo lubi, jednak w związku z tym, że mam trójkę dzieci nie poświęcam jej tyle czasu, ile bym chciała... Może gdyby były w podobnym wieku i miały podobne zainteresowania (tak, jak na początku chłopacy), to bym można z wszystkimi naraz jedną rzecz:-), a teraz już jest znacznie trudniej...

      Usuń
    3. Martuś dziękuję pięknie za tak długą odpowiedź. Masz może jakiegoś maila na którego mogłabym odp?z góry dziekuję bardzo:*

      Usuń
    4. Napisałam Ci mail. Mam nadzieję,że dotarł...:-)

      Usuń
  2. Ja też Was podziwiam. Jesteście dla nas wzorem :).
    Podobnie jak Ty uważam, że rodzic jest najlepszym nauczycielem i to od nas wiele zależy, czy potencjał naszych dzieci zostanie choć w pewnej mierze wykorzystany. Bo któż bardziej kocha własne dziecko i w swoich poczynaniach kieruje się miłością? O to nie szkoła...
    Wzorcowo by było gdyby większość rodziców, tak jak przechodzi się szkoły rodzenia, zapoznanie z programem szczepień itp., mogło odbyć kurs wczesnego wspomagania dziecięcego rozwoju. O ile prościej byłoby w szkole, ilu dzieciom udałoby się uniknąć dysleksji, nauczyć w łatwy i przyjemny sposób czytać itd. Chociaż znam rodziców, którym proponowałam lektury (i tak delikatnie, nie to żeby się wymądrzać, ale z serca) a i tak wolą posadzić swoje dzieci cały dzień przed telewizorem. A druga sprawa to finansowanie. Szkoły i przedszkola kuleją, a co tu mówić o wczesnym etapie. Choć jak mówią psychologowie i naukowcy - to właśnie powinien być priorytet, by społeczeństwo rosło w siłę. Edukacja rodziców przede wszystkim, bo jednak Ci co próbują to raczej samouki (przynajmniej mówię o sobie ;). I też mam poczucie, że późno zaczęłam naukę-zabawę ze swoimi chłopcami.
    A ja też mam do Ciebie pytanie :). Bo tak na sercu leży mi to czytanie globalne. Czy Twoi chłopcy nauczyli się czytać właśnie w ten sposób, czy wspierałaś się inną metodą?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Staś nauczył się czytać ekspresowo metodą globalną. Jak czytał wszystkie słowa z karteczek, czytaliśmy zdania,jak czytał wszystkie zdania zaczęliśmy czytać książeczki. Z Emilem tak szybko nie widziałam efektów, być może dlatego, że byliśmy bardziej skupieni na jego zdrowiu, a być może się nie zdradzał tak ze znajomością czytania. Jak miał 4 i pół roku potrafił trochę wyrazów poczytać już, ale wydawało mi się (porównując do Stasia), że powinno tego być więcej, więc zaczęłam z nim czytanki i po miesiącu czytał nieznane teksty (ale jeszcze nie płynnie oczywiście). Gdybyśmy wcześniej nie czytali globalnie, nie sądzę, żeby w miesiąc się tego nauczył. Z Różą zaczęłam najwcześniej (ze Stasiem, jak miał ok. 2 lata), więc efekty powinny teoretycznie być jeszcze lepsze - zobaczymy!:-)

      Usuń