poniedziałek, 19 maja 2014

Złodziej i liczby pierwsze

 Różyczka uczy się angielskiego m.in. z kart do czytania globalnego, z kart obrazkowych (aktualnie z niebieskiej części) i z książeczek, które jej czytam po angielsku.



Różyczka ćwiczy paluszki - układa malutkie kurki w odpowiednie miejsca.


Niedawno odkryliśmy grę Dixit. Zajączek wpadł na bardzo dobry pomysł, żeby wybrać grę z pierwszej 10 najlepszych gier na listach rankingowych:-) Jest to wspaniała gra na rozwój wyobraźni. W zasadzie przeznaczona jest dla starszych, ale dzieci od 4-5 lat bez problemu mogą w nią grać, tylko gra się po prostu inaczej, ponieważ dzieci mają zupełnie inne skojarzenia niż dorośli. Chodzi w zasadzie o to, żeby wymyślić skojarzenie do jednego z sześciu obrazów, które ma się na kartach w ręce, np. "pod górkę" albo "pomysł" albo cokolwiek innego. Inne osoby spośród swoich 6 kart wybierają taką, która najbardziej odpowiada temu stwierdzeniu. Następnie osoba wymyślająca hasło odbiera te karty od pozostałych graczy i rozkłada przed sobą. Gracze mają za zadanie odgadnąć, która karta jest osoby wymyślającej hasło. W trakcie gry tak nas pochłania wymyślanie i odgadywanie skojarzenie, że zapominamy o liczeniu punktów, które są w tej grze w zasadzie tylko dodatkiem. Emil ma niesamowitą wyobraźnię i jego pomysły są niesamowite. Odgadując, o którą kartę chodzi należy oczywiście uwzględnić przez kogo hasło było wymyślane, ponieważ dorosłemu inaczej się kojarzy np. smutna głowa płaczącego łosia wisząca na ścianie w myśliwskim domku, a inaczej dziecku, które może stwierdzić, że np. "Święty Mikołaj za bardzo się rozpędził lecąc na saniach...", dorosłemu hasło "Wielkanoc" skojarzy się z pełnym stołem i obżarstwem, a dziecko z domkiem w kształcie jajka. Jest to także świetna okazji, żeby wyjaśnić dziecku dlaczego dana rzecz nam się akurat z tym kojarzy, pojęcie symbolu, co oznacza biały gołąb, co to jest puszka Pandory. Niektóre hasła już wcześniej poznali i sami mogli wykorzystać, np. smok - św. Jerzy walczący, studnia - życzenia...


Stasia pomysły natomiast są trochę innego rodzaju. Tutaj zainspirowany programem o liczbach pierwszych powycinał z kartek "drzwiczki" i poprzyklejał na drugiej kartce. Każde drzwiczki miały numer od 1 do 10 a na górze jakieś wymyślone imię, za każdymi z drzwi znajdowało się hasło złodziej bądź policjant. Które hasło znajdowało się w środku zależało od tego, czy liczba na drzwiach jest liczbą pierwszą czy nie. No i wszyscy musieli klikać na drzwi tak, żeby nie natknąć się na złodzieja... Przy okazji chciałam się pochwalić, że Staś był trzeci w szkole wśród drugich klas w Kangurku (startowało ok. 130 dzieci w tej kategorii wiekowej), był jedynym uczniem z pierwszej klasy, w dodatku sześcioletnim.



A tutaj gramy w Blokusa. Bardzo fajną grę strategiczną.


I jesteśmy na czytaniu baśni afrykańskich.


W weekend wybrałam się z mężem na recital Julii Rybakowskiej „Osiecka. Byle nie o miłości” do Teatru Nowego w Poznaniu. Dzieci natomiast uczestniczyły w tym samym czasie w teatrze w warsztatach „JAK MAMA ZOSTAŁA INDIANKĄ”. Julia Rybakowska to laureatka ogólnopolskiego konkursu „Pamiętajmy o Osieckiej”, więc nie byliśmy zaskoczeni, że przepięknie zaśpiewała takie piosenki, jak „Herbaciane nonsensy” czy „Miłość w Portofino” i kilkanaście innych portretów kobiet – zakochanych, zagubionych. Widownia była pełna, a po spektaklu wykonawczyni kilkakrotnie bisowała. 

Chłopacy natomiast byli zachwyceni zabawą w Indian w sali prób teatru!:-) Odebraliśmy ich uśmiechniętych, wymalowanych, z pióropuszami na głowach. Emil opowiadał, że sami zrobili pióropusze, a potem w nich grali na kongo. Staś dodał, że czytali bajkę „Jak mama została Indianką” i pani malowała im buzie, a na końcu bawili się w Indian. Spytał czy w domu też się tak pobawimy... Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja na takie wspólne wyjście, gdzie chłopcy pobawią się w towarzystwie innych dzieci, a my z innymi rodzicami w spokoju obejrzymy spektakl teatralny bądź recital...:-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz