czwartek, 29 maja 2014

Ziomale:-)

 Różyczka zaczęła się bawić nowym sorterem.


Ona, tak jak i chłopacy, ma fajne pomysły. Na przykład leżącą bezpańsko grę Fauna można wykorzystać do układania okrągłych pionków na okrągłych miejscach:-)


A tutaj Różyczka rysuje!


Z "naukowych" rzeczy ogląda na komputerze bity encyklopedyczne (ostatnio Tweedlewink), z mojego lenistwa po angielsku, bo takie łatwiej dostać:-))) Napisy i książeczki czytamy po polsku i angielsku w papierowej formie (czasami też po hiszpańsku, jak nam wpadną w ręce podczas zabawy).
Róża próbuje też śpiewać "Twinkle, twinkle", chociaż mówić jeszcze nie umie:-)
A na spacerki chodzimy na piechotę, bo ma niezłą kondycję:-) Wózek jest w aucie, akurat tam jest miejsce, no i przydaje się na zakupach, tam gdzie nie ma wózków sklepowych.

Chłopacy natomiast ostatnio wymyślali scenki do wymyślonej bajki "Ziomale" i je odgrywali.

Ze Stasiem w weekend byłam na turniejach szachowych.


Z Emilkiem w końcu udało mi się znaleźć wspólne zainteresowanie (ponieważ on jest chyba raczej humanistą, w odróżnieniu ode mnie i Stasia, z którym liczę zadania matematyczne, gram w gry logiczne, czytam książki i oglądam programy popularno-naukowe). Co tydzień pożyczamy 7-9 książeczek z biblioteki i je czytamy. Emil najczęściej wybiera Reksia i Bolka i Lolka, księgi bajek, Astrid Lindgren (najbardziej nam się spodobała Lotta, która jest w wieku Emila) i ostatnio "Mity greckie dla dzieci" Kasdepke. W kolejce czekają też "Kroniki Archeo".

czwartek, 22 maja 2014

SZLAKIEM KRÓLA DAWIDA

Zastanawiałam się o czym najwięcej Różyczka czyta i wyszło mi, że o zwierzętach... Tyle razy już te książeczki przeczytałyśmy, że chyba pora na coś nowego:-)


Na kolejnych miejscach uplasowały się owoce i warzywa oraz pojazdy. Brakuje nam za to trochę o częściach ciała, ale da się nadrobić:-)

 A tu nowa, trochę już trudniejsza układanka (ma więcej elementów).


Staś natomiast po sukcesie w Kangurku, uzyskał tytuł Mistrza Ortografii oraz pierwsze miejsce w olimpiadzie z angielskiego dla klas pierwszych (drugi już wygrany konkurs z angielskiego). 

Spodobała mu się książka "Planeta skarbów" z serii "Matematyczne zagadki", którą pochłonął w jeden dzień. Teraz się zabraliśmy za "Co przypadek sprawił w Przypadkowie", również o prawdopodobieństwie.


A tu inna ciekawa książeczka z obrazkami, którą ostatnio czytał  "Jak to działa?"


Wybraliśmy się też na warsztaty dla uczniów klas 0-I "SZLAKIEM KRÓLA DAWIDA" w ramach Poznańskiego Tygodnia Rodziny. Chłopakom bardzo się podobało i nie chcieli wychodzić, ja w tym czasie byłam na wykładzie o edukacji domowej, bardzo mi się spodobało to towarzystwo, szkoda, że osobiście nie znam nikogo w okolicy z tych klimatów:-(

poniedziałek, 19 maja 2014

Złodziej i liczby pierwsze

 Różyczka uczy się angielskiego m.in. z kart do czytania globalnego, z kart obrazkowych (aktualnie z niebieskiej części) i z książeczek, które jej czytam po angielsku.



Różyczka ćwiczy paluszki - układa malutkie kurki w odpowiednie miejsca.


Niedawno odkryliśmy grę Dixit. Zajączek wpadł na bardzo dobry pomysł, żeby wybrać grę z pierwszej 10 najlepszych gier na listach rankingowych:-) Jest to wspaniała gra na rozwój wyobraźni. W zasadzie przeznaczona jest dla starszych, ale dzieci od 4-5 lat bez problemu mogą w nią grać, tylko gra się po prostu inaczej, ponieważ dzieci mają zupełnie inne skojarzenia niż dorośli. Chodzi w zasadzie o to, żeby wymyślić skojarzenie do jednego z sześciu obrazów, które ma się na kartach w ręce, np. "pod górkę" albo "pomysł" albo cokolwiek innego. Inne osoby spośród swoich 6 kart wybierają taką, która najbardziej odpowiada temu stwierdzeniu. Następnie osoba wymyślająca hasło odbiera te karty od pozostałych graczy i rozkłada przed sobą. Gracze mają za zadanie odgadnąć, która karta jest osoby wymyślającej hasło. W trakcie gry tak nas pochłania wymyślanie i odgadywanie skojarzenie, że zapominamy o liczeniu punktów, które są w tej grze w zasadzie tylko dodatkiem. Emil ma niesamowitą wyobraźnię i jego pomysły są niesamowite. Odgadując, o którą kartę chodzi należy oczywiście uwzględnić przez kogo hasło było wymyślane, ponieważ dorosłemu inaczej się kojarzy np. smutna głowa płaczącego łosia wisząca na ścianie w myśliwskim domku, a inaczej dziecku, które może stwierdzić, że np. "Święty Mikołaj za bardzo się rozpędził lecąc na saniach...", dorosłemu hasło "Wielkanoc" skojarzy się z pełnym stołem i obżarstwem, a dziecko z domkiem w kształcie jajka. Jest to także świetna okazji, żeby wyjaśnić dziecku dlaczego dana rzecz nam się akurat z tym kojarzy, pojęcie symbolu, co oznacza biały gołąb, co to jest puszka Pandory. Niektóre hasła już wcześniej poznali i sami mogli wykorzystać, np. smok - św. Jerzy walczący, studnia - życzenia...


Stasia pomysły natomiast są trochę innego rodzaju. Tutaj zainspirowany programem o liczbach pierwszych powycinał z kartek "drzwiczki" i poprzyklejał na drugiej kartce. Każde drzwiczki miały numer od 1 do 10 a na górze jakieś wymyślone imię, za każdymi z drzwi znajdowało się hasło złodziej bądź policjant. Które hasło znajdowało się w środku zależało od tego, czy liczba na drzwiach jest liczbą pierwszą czy nie. No i wszyscy musieli klikać na drzwi tak, żeby nie natknąć się na złodzieja... Przy okazji chciałam się pochwalić, że Staś był trzeci w szkole wśród drugich klas w Kangurku (startowało ok. 130 dzieci w tej kategorii wiekowej), był jedynym uczniem z pierwszej klasy, w dodatku sześcioletnim.



A tutaj gramy w Blokusa. Bardzo fajną grę strategiczną.


I jesteśmy na czytaniu baśni afrykańskich.


W weekend wybrałam się z mężem na recital Julii Rybakowskiej „Osiecka. Byle nie o miłości” do Teatru Nowego w Poznaniu. Dzieci natomiast uczestniczyły w tym samym czasie w teatrze w warsztatach „JAK MAMA ZOSTAŁA INDIANKĄ”. Julia Rybakowska to laureatka ogólnopolskiego konkursu „Pamiętajmy o Osieckiej”, więc nie byliśmy zaskoczeni, że przepięknie zaśpiewała takie piosenki, jak „Herbaciane nonsensy” czy „Miłość w Portofino” i kilkanaście innych portretów kobiet – zakochanych, zagubionych. Widownia była pełna, a po spektaklu wykonawczyni kilkakrotnie bisowała. 

Chłopacy natomiast byli zachwyceni zabawą w Indian w sali prób teatru!:-) Odebraliśmy ich uśmiechniętych, wymalowanych, z pióropuszami na głowach. Emil opowiadał, że sami zrobili pióropusze, a potem w nich grali na kongo. Staś dodał, że czytali bajkę „Jak mama została Indianką” i pani malowała im buzie, a na końcu bawili się w Indian. Spytał czy w domu też się tak pobawimy... Mam nadzieję, że będzie jeszcze okazja na takie wspólne wyjście, gdzie chłopcy pobawią się w towarzystwie innych dzieci, a my z innymi rodzicami w spokoju obejrzymy spektakl teatralny bądź recital...:-)

niedziela, 11 maja 2014

Weekend majowy


W weekend majowy zaliczyliśmy Nowe Zoo w Poznaniu. Róża do słoniarni doszła na piechotę, a potem zasnęła:-) Chłopacy oczywiście nie przeszli obojętnie obok gokartów i parku linowego... Różyczka na resztę weekendu pojechała na wakacje do babci (chłopacy zostaną u babci po tygodniu w lipcu).


Emilek bardzo lubi, żeby mu czytać bajki, więc jesteśmy częstymi gośćmi naszej gminnej biblioteki:-) Ostatnio wypożyczyliśmy wyjątkowo fajną książkę "Bajki na dobranoc" Boba Hartmana. Bajki ciekawe i pouczające. Dzisiaj w Centrum Kultury byłam też z nim na czytaniu bajek dzieciom przez poznańskiego aktora Michała Kocurka.


Staś natomiast na turnieje szachowe jeździ, bo jak mówi jego trener, najwięcej na nich nauczy się grać. Tym razem udało mu się zająć piąte miejsce w Mistrzostwach Poznania Przedszkolaków. W wakacje jedzie też na obóz szachowy (w  zasadzie będzie to jego drugi obóz,bo wcześniej wybiera się na obóz z klockami lego:-).


Staś wymyśla też sam dużo zabaw. Najchętniej razem z Emilem, ale jak jest sam też coś sobie wynajduje. Tutaj zażyczył sobie wydrukowanie siatek brył i wypisywał na nich angielskie słówka ze słownika, a potem bryły posklejał.


 Tutaj razem z Emilem powycinali i pokolorowali flagi. Kilka się jeszcze uchowało po zabawie na dworze...


No i liczy sobie zadania, ostatnio z czwartej klasy. Bardzo zadowolony, bo doszedł do liczb rzymskich, egipskich i jakichś jeszcze innych w książce, a od dawna już lubił liczby rzymskie. 


Tutaj Staś narysował, pokolorował i powycinał figurki szachowe, którymi potem grał.


Chłopacy też ostatnio zaczęli chodzić do rolkarni. Ja natomiast znalazłam trochę czasu na wyjścia:-) Byłam z koleżankami na warsztatach kulinarnych i na warsztatach o dzieciach, w kinie, a z mężem na spektaklu teatralnym. Przed nami Tydzień Rodziny w Poznaniu, więc też się gdzieś pewnie wybierzemy:-)

"To ja Ci mamo poczytam"

Różyczka bardzo lubi, jak jej czytam książeczki. Jak się bierzemy do czytania, to często od razu dwie skrzynie książeczek dziecięcych. Co jakiś czas najczęściej czytane książeczki zamieniamy na inne, żeby się nie znudzić. Niedawno do naszej dziecięcej literatury dołączyłam serię "To ja Ci mamo poczytam" pani Marii Trojanowicz-Kasprzak - poziom 0 i poziom 1. Muszę przyznać, że Róży bardzo się książeczki podobają, podobnie zresztą, jak jej koleżankom z podwórka, które zachęciłyśmy do czytania globalnego. Róża cieszy się na odgłosy kotka: "miauuu" w książeczce z poziomu 0, troszkę się chowa przy syczącym wężu i pokazuje na wąs w książeczce o wąsach:-) Teraz planujemy zakup poziomu "2", bo Róża serie 0 i 1 pochłania w całości przy każdym czytaniu!

„Od złości do radości. Jak wspierać rozwój emocji u małych dzieci”

Niedawno wybrałam się na warsztaty „Od złości do radości. Jak wspierać rozwój emocji u małych dzieci” organizowane przez Instytut Małego Dziecka im. Astrid Lindgren w Poznaniu. Spotkanie było prowadzone przez dwie panie psycholog, które pomogły rodzicom zrozumieć emocje dzieci (nie tylko złość) i oswoić się ze sposobami ich wyrażania. Uczestnicy usłyszeli, jak wspierać swoje dzieci, uczyć je wyrażania uczuć w sposób akceptowalny przez rodzica. W wolnej dyskusji rodzice wymieniali między sobą doświadczenia i mogli skonfrontować własne style wychowania i wzorce zachowań z innymi. Niektórzy doszli do wniosku, że w zasadzie w porównaniu do innych dzieci, to ich nie są najgorsze:-)


Radami, które najbardziej mi utkwiły w pamięci jest chyba to, że należy zrozumieć, że dzieckiem często kieruje bardzo duża ciekawość i rodzicom może się wydawać, że wzięcie czegoś do rąk, co niekoniecznie rodzice chcą dziecku dać, to głupia zachcianka, a dla niego jest to prawdziwa potrzeba poznawania świata. Ważne jest także, aby każde z dzieci traktować indywidualnie, adekwatnie do wieku, nie porównywać własnego dziecka ani z kolegami ani z rodzeństwem i nie mówić o dzieciach przy dzieciach. W zasadzie każda codzienna sytuacja jest okazją, żeby dziecko czegoś nauczyć, nie tylko mówieniem, ale przede wszystkim własnym przykładem, dlatego warto zamiast kierować się aktualną emocją (np. złością o coś, co dziecko zrobiło), postawić na długofalowe nauczanie dziecka poprzez m.in. budowanie granic, nauczanie empatii itp. Rodzice dowiedzieli się, że bardzo ważne jest, jak się rozmawia - ton rozmowy, jakie są najczęstsze błędy rodziców i co w danej sytuacji można by lepszego zrobić, powiedzieć oraz że warto pracować także nad sobą, aby wspierać dziecko w taki sposób, aby w przyszłości miało poczucie własnej wartości.