wtorek, 18 marca 2014

Czy posłać sześciolatka do szkoły?

 
W tej chwili to pytanie zadaje sobie miliony Polaków. Zarówno rodziców dzieci z pierwszego półrocza (rozpatrują możliwość odroczenia obowiązku szkolnego), jak i tych z drugiego półrocza (rozpatrują możliwość posłania dziecka "dobrowolnie" do pierwszej klasy). Każda opcja ma swoje plusy i minusy, które są inne w przypadku każdego dziecka. Rozmowy z wychowawcami przedszkolnymi, psychologami, lekarzami, dają jakiś nowy pogląd na sprawę albo jeszcze bardziej mieszają w głowie rodzicom, którzy muszą podjąć jakąś decyzję, a zostało mało czasu... Najgorsze, że efekty niewłaściwej decyzji (którejkolwiek) poniesie głównie dziecko, a nie rodzic. Staś był intelektualnie gotowy (wygrał szkolnego Olimpuska z angielskiego - był 10 w Polsce, startuje w Kangurku z praktycznie dwa lata starszymi dziećmi, gra w turniejach szachowych itp.), ale czy emocjonalnie był gotowy, tego nie jestem już taka pewna. Z Emilem sprawa jest jeszcze trudniejsza. Intelektualnie jest gotowy, tu nie ma dwóch zdań, emocjonalnie myślę, że lepiej niż Staś, mimo, że jest z końcówki roku, ale sprawnościowo, zdrowotnie, fizycznie, już taka pewna nie jestem. Plecaka Stasia nie udźwignie, musiałby mieć na kółkach, czy go ktoś tam w szatni nie popchnie, czy się pozapina i ubierze na czas. Są i inne, poważniejsze kwestie... Jakoś go w szkole pod tym względem nie widzę. Z drugiej strony nie widzę go też drugi rok w zerówce, skoro już w tym roku mocno intelektualnie wyprzedzał rówieśników. Wszyscy przekonują, żeby posłać, a jednak największe wątpliwości mają rodzice... Nie jestem ani przeciwnikiem, ani zwolennikiem pójścia sześciolatków do szkoły, myślę, że każde dziecko to oddzielny temat, ale ta decyzje jest jednak bardzo ważna dla przyszłości dziecka, pomimo tego, jak czasami jest bagatelizowana.

POMOCY!!!! :-)))

19 komentarzy:

  1. Mam podobny problem tylko, czy posłać do zerówki w szkole, czy pozostawić w przedszkolu. Ja już nie będę miała wyboru co do pierwszej klasy. Jeśli jest wystarczająco rozwinięty to poślij do pierwszej klasy.

    OdpowiedzUsuń
  2. ja życzę mądrego wyboru. Wierzę, że dasz sobie radę i super wybierzesz. Ja nic nie podpowiem bo totalnie nie w temacie polskich szkół jestem:(
    Powodzenia :*

    OdpowiedzUsuń
  3. Ja już nie będe miałą wyboru, ale gdybym miała posłałabym później , nawet gdy dziecko jest super rozwinięte. To zawsze rok później pójdzie na studia i rok później będzie dokonywał życiowych wyborów. Pamiętam jak trudno było mi się zdecydować na szkołe średnią i studia. Ostatecznie cieszę się, że tak wybrałam, ale może gdybym rok później mogła wybierać te decyzje byłyby bardziej świadome i mniej nerwów kosztowały? Może poszłabym w innym lepiej płatnym kierunku a nie kierowała się ideałami? Powodzenia w przemyśleniach :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki. To faktycznie też może być argument. Tak nam niespodziewanie w zasadzie ten temat wypłynął (początkowo nie braliśmy pod uwagę, żeby go posyłać), a już zostało mało czasu na przemyślenia.

      Usuń
  4. Ja na ten temat rozmawiałam z tutejszym, niemieckim znawca tematu... Nie chodzi tu o kwestię posyłania dzieci w wieku 6lat. Tylko o odroczenia siedmiolatka, jeśli szkoła uzna, że na dziecko za wcześnie... Np. Bardzo delikatne emocjonalnie dziecko, late-talker itp. Ten przemiły "wczesny pedagog" powiedział, ze matura w wieku 18 czy 19 lat to mała różnica, ale zabranie roku dzieciństwa to dla niektórych dzieci życiowa katastrofa... Ja nie mogę sobie wyobrazić 6-latka siedzącego przykładnie w ławce... Dla mnie to tylko manipulacja polityczna zmuszająca obywateli pracowania o rok dłużej do emerytury, bo do ilu lat można wydłużać granicę wieku emerytalnego... Moi rodzice stali też przed takim wyborem, bo zostałam wybrana przez przedszkole, jako uzdolniona i gotowa do szkoły... Moi rodzice zdecydowali, że bedzie bez wydziwnień i pójdę do szkoły z rówieśnikami... Ja nie żałuję ich decyzji, bo niby dlaczego... Na los ludzki składa się wiele czynników. Edukacji do matury i tak mało kto w późniejszym życiu bierze pod uwagę, studia, praktyka życiowa zawodowa, pasje... Nie chcę być zrozumiana źle. Matura jest ważna, bo bez niej się raczej nie postudiuje... Ale dzieckiem jest się raz... Pozwólmy dzieciom być jak najdłużej dziećmi.... A dzisiejsze systemy edukacyjne raczej zabijają naturalne zdolności dzieci, przez "standaryzację" dzieci, a nie wspoeranie indywidualne... Proponuje wykłady sir Kena Robinsona :) pozdrawiam :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dzięki za opinię. Zaraz poszukam tego pana na youtube. Pozdrawiam!

      Usuń
  5. Ja jestem zdecydowanie przeciwnikiem posyłania sześciolatków do szkoły, ale jestem jak najbardziej "za" za wczesną edukacją. Posyłanie dzieci wcześnie do szkół, przedszkoli może nie jest złe. Problem widzę raczej w naszym polskim szkolnictwie, bo niby zmienia się podejście (a może tylko terminologię - jakieś nauczanie zintegrowane, zajęcia, które miały być na dywanikach, w ruchu , urozmaicone itd), a w rzeczywistości nic się nie zmienia. Wpycha się takie małe dziecko w ławkę szkolną, każe mu się siedzieć w niej prawie pół dnia, i pierwsze pół roku bazgrać jakieś szlaczki w ilościach przerażających. Wiem, co mówię, bo obserwuję swego siostrzeńca pierwszoklasistę i siostrzenicę męża. Czasem to, co słyszę, to przyprawia mnie o dreszcze. Do tego zabija się naturalną motywację do nauki, uczy się uczenia od do. Moja chrześnica wracała ze szkoły, potem 3 godziny siedziała nad szlaczkami, malowankami i innymi duperelami. A ile było zmuszania, aby dziecko wykonało "normę". A jeszcze do tego jak się trafi nauczyciel partacz (bo takich nie brakuje), to dopiero tragedia.
    Wydaje mi się, że kreatywny rodzic (a do takich z pewnością należysz :P) jest w stanie z dzieckiem dużo więcej zrobić niż programy szkolne, a do tego w sposób ciekawy dla dziecka, które samo z ogromną chęcią będzie się domagało wiedzy więcej i więcej. Osobiście zastanawiam się nad edukacją domową, ale nie wiem jeszcze, jak będzie. Sama nie wiem, jaką decyzję podejmę. Szkoła mnie przeraża.
    Oczywiście przedstawiłam tylko swoje zdanie, bo decyzja należy wyłącznie do rodzica.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zupełnie się z Tobą zgadzam. Dokładnie to miałam na myśli. Coraz bardziej się skłaniam do zostawienia go jednak jeszcze rok w przedszkolu, co oczywiście nie znaczy, że będzie stał w miejscu (nadal chcę go uczyć w domu, a w przedszkolu będzie się przecież głównie bawił). Boję się, że go w tej szkole większe dzieci stratują, a spod ławki szkolnej to go nawet widać nie będzie. Też znam te sprawy z własnych obserwacji... Jakby warunki nauce sprzyjały (szkoła i WSZYSCY nauczyciele byli w pełni przygotowani), to bym go i jako 4-latko posłała:-)

      Usuń
    2. nasi poszli do szkoły w wieku 4.5 lat właśnie ale w UK to zupełnie inna bajka jest;)

      Usuń
    3. W Poznaniu też jest taka szkoła, ale prywatna (1.400zł, bez zajęć dodatkowych i innych kosztów), co przy trójce dzieci daje miesięcznie niemałą kwotę... Coraz bardziej myślę, żeby mimo wszystko został w przedszkolu, bo byłby w sumie w pierwszych klasach z niektórymi dziećmi prawie dwa lata starszymi, a jednak pewnych rzeczy się nie przeskoczy...

      Usuń
  6. Udało mi się z trudem odroczyć bystrą, ale nieśmiałą sześciolatkę (czerwiec 2008), zamierzam za to powalczyć o nieco ambitniejszy program nauczania w zerówce, żeby mi łoda nie umarłą z nudów kreśląc szlaczki i kolorując literki.
    Prawnie nie ma przeciwskazań, żeby robić coś ponad podstawę programową, myślę, że to kwestia dobrej woli nauczycieli i nacisku rodziców.

    Pozdrowienia.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. W tym roku syn miał w pewnym zakresie indywidualny program (na podstawie dokumentu o kształceniu specjalnym). W przyszłym roku niestety wychowawczyni przechodzi na emeryturę i nie wiem, czy będzie miał równie zaangażowaną osobę, do tego większość jego grupy idzie do zerówki szkolnej(w naszej szkole akurat nie ma zerówki,ale też z innych względów, chcę go zostawić w tym samym przedszkolu,gdzie już wszystko jest "dogadane" i go znają.

      Usuń
  7. Ja mam córkę z listopada 2008, intelektualnie jest gotowa do pierwszej klasy, ale mimo to zostaje w przedszkolu na jeszcze rok, gdzie panie będą realizowały nowe książki, nie przeszkadza mi to, że będzie drugi raz w zerówce, da to jej czas na zabawę i poznawanie świata w domu jeszcze przez rok. Jeszcze będzie miała czas na naukę w szkole.
    A od września chciałabym zainteresować ją kolejnymi zajęciami dodatkowymi, które będą zabawą a nie przymusem szkolnym.
    A co do szkolnictwa w UK, to mam tam siostrzenice, które chodzą do szkoły od skończonych 4 lat, uczą się tam czytać, liczyć ale też dużo się bawią a ich sale szkolne nie różnią się niczym od naszych sal przedszkolnych, każde dziecko ma indywidualnie dobierany program nauczania i ma wpisywane w zeszycie co już osiągnęło i z czym należy pracować.
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szkoda, że u nas nie ma tak, jak w UK...
      Te nowe zajęcia dodatkowe to bardzo dobry pomysł!
      Myślę o tym, żeby mu jakoś "wynagrodzić" to, że nie idzie do szkoły (a chciałby) i żeby się nie czuł przypadkiem, że "powtarza" zerówkę. Mam pewien pomysł,ale jeszcze musimy to "obgadać"...

      Usuń
  8. My naszą Z pozostawiamy jeszcze na rok w zerówce (październik 2008) może w domowej + zajęcia dodatkowe :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Mój synek dwa lata chodził do zerówki. Zadowolony nie był, bardzo chciał do szkoły :) W tym roku słyszałam duże zdziwienie dlaczego "powtarza" zerówkę. Intelektualnie był gotowy ( ja nie jestem za takim wychowaniem jak Twoje, mojego dziecka nie uczę w domu na razie tak jak robisz to Ty, a mimo to mój synek jest bystry, inteligentny i jest daleko do przodu ze wszystkim, ma świetną pamięć.. lubi matematykę, geografię, historię i kosmos- dużo na ten temat czytamy, wycieczkujemy i w ten sposób rozwijamy jego pasję.. nie siadamy, zadań nie robimy ), ale emocjonalnie nie. Wiem, że spokojnie dałby radę.. Padła jednak decyzja taka a nie inna i mam nadzieję, że nie był to błąd :)

    OdpowiedzUsuń
  10. Super! Gratuluję bystrego dziecka! Nie tylko zadania robimy:-)

    OdpowiedzUsuń
  11. Ja może troszkę nie na temat, bo nie mam takiego dylematu, i u mnie chodziło o co innego. Nie kwestia obowiązku szkolnego, a zdolnego dziecka. Mój syn w wieku 3 lat czytał, liczył, zaraz potem doszły trudniejsze sprawy. Praktycznie i w 5- i 6-latkach nudził się. Rozważaliśmy z wychowczynią przedszkola wysłać go wcześniej do 1 klasy i .... zostawiłam Go z Jego rocznikiem. Syn jest z grudnia, umysłowo był ze 3 lata do przodu, ale emocjonalnie? Nie byłam tego pewna Czy żałuję? Nie. Czasem zastanawiam się czy dobrze wtedy zrobiliśmy, ale chyba teraz podobnie postąpiłabym. Na wszystko jest czas. Niech mają "dłuższe" dzieciństwo;)
    Pozdrawiam wiosennie

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Wydaje mi się, że dobrze zrobiłaś. Najstarszy syn też jest ze 3 lata do przodu. Byłaby możliwość dać go do starszej klasy, ale emocjonalnie, to by nie było dla niego dobre (może z dziewczynką byłoby inaczej). Nie sądzę, żeby m.in. odnalazł się wśród znacznie starszych dzieci.
      Poza tym dobry nauczyciel potrafi zająć się nie tylko najsłabszymi uczniami, ale też i tymi najzdolniejszymi. Jeżeli by tego nie robił i tylko narzekał, że dziecko "za dużo umie", to nie byłby raczej nauczycielem "z powołania". Może jestem idealistką, ale wierzę, że tacy nauczyciele istnieją i syn na taką nauczycielkę trafił:-)

      Usuń