sobota, 5 października 2013

Moje spostrzeżenia odnośnie wczesnego czytania i nauki w pierwszej klasie

Kiedy Staś miał iść do szkoły, wiele osób mówiło, że będzie się nudził i broił bo za dużo umie. Na chwilę obecną mogę stwierdzić, że Staś nie broi, jest raczej z tych grzeczniejszych i nie nudzi się. Przed pójściem do szkoły nie pisał pisanymi, tylko drukowanymi, a od pierwszych zajęć właśnie pisanymi dzieci się uczą (po miesiącu już umie, ale dalej się szkoli). Moje spostrzeżenia natomiast są takie: 
  • dzieci (przynajmniej u mojego syna w zerówce dla 5-6 latków) nie miały liter drukowanych, sama go uczyłam, natomiast w szkole zaczynają od razu pisane
  • połowa klasy mojego syna (6-latków) uczęszcza na zajęcia wyrównawcze
  • codziennie dzieci uczą się pisać kolejną literkę - bardzo szybko muszą znać ich coraz więcej, co wiąże się zarówno z tym, że muszą opanować pisanie większej liczby liter oraz czytanie trudniejszych słów
  • po miesiącu (dokładnie 1 października) otrzymuję mail zbiorowy od wychowawczyni "większość dzieci ma ogromne trudności z czytaniem krótkich tekstów z podręcznika".
Cieszę się, że Staś wcześniej uczył się czytać globalnie i zaczął czytać bardzo szybko. W chwili obecnej nie ma problemów z czytaniem i pisaniem, co więcej czyta płynnie i pisze poprawnie ortograficznie. Z tego co słyszę od innych rodziców ze Stasia klasy robienie samych zadań domowych (np. z kaligrafii) zajmuje im na prawdę dużo czasu (wierzę w to, bo czasami Stasiowi też się nie chce i strona szlaczków zajmuje mu dwie godziny), jeżeli do tego oprócz pisania rodzice uczą dzieci jeszcze czytania, żeby opanować wszystkie wymagane umiejętności muszą z pewnością poświęcić wiele czasu i energii. Większość dzieci w przedszkolu była przyzwyczajona głównie do zabawy, więc zadania domowe, nauka czytania i pisania może być przez nich trudna do przyjęcia, a mają też do dyspozycji mało czasu, ponieważ w większości siedzą długo w świetlicy, a czasami później mają jeszcze zajęcia dodatkowe. Nie ukrywam, że oprócz tego wszystkiego na prawdę miło (nie tylko dla mnie, ale też pewnie i dla Stasia) jest mieć dziecko, uważane przez wszystkich za "zdolne". Obecnie syn sam sobie bierze książkę, która go interesuje (najczęściej są to encyklopedie z obrazkami dla dzieci) i czyta. Wystarczy, że zostawię jakąś książkę "przypadkiem" na wierzchu i na 80% Staś do niej sięgnie. Wybraliśmy się nawet na lekcję pokazową szybkiego czytania, technik zapamiętywania oraz koncentracji dla dzieci i bardzo mu się spodobało, więc teraz ćwiczy. 


Zresztą czas zaoszczędzony na mozolnym wkuwaniu literek i łączeniu je w sylaby może poświęcić na co chce, np. na programowanie robotów z lego czy eksperymenty, które uwielbia:-) No i siostrze poczyta książeczki...


Moim zdaniem na prawdę warto poświęcić troszkę czasu na naukę czytania metodą globalną. Nawet nie naukę, ile zabawę - kiedy córka płacze (bo się np. przewróci, dopiero uczy się chodzić) biegnę po kartki z napisami albo książeczki i jej szybko czytam i dopóki jej czytam jest spokojna i nie płacze. Jak kończę, to zaczyna marudzić (bo chce jeszcze:-) W związku z tym, że jej to sprawia taką przyjemność, codziennie czytamy kartki z napisami i książeczki z jednym słówkiem i jednym obrazkiem na stronie (książeczek mamy kilkadziesiąt i na raz wszystkie jej czytam i jeszcze jej mało:-)

9 komentarzy:

  1. Popieram naukę czytania i pisania w domu. Oczywiście w formie zabawy poznawanie literek, czytanie globalne to coś wspaniałego. Z taką opinią jak Twoja spotkałam się ostatnio bardzo często, że dobrze nauczyć jeszcze przed szkołą literek i czytania w domu. Takie opinie miały mamy które puściły dzieci sześcioletnie do pierwszej klasy i te mamy dzieci siedmioletnich. Widząc różne zestawy książek do pierwszej klasy jeszcze bardzie pilnuję nauki literek codziennie. Mój Tymon jest rówieśnikiem Stasia ale jest wielkim indywidualistą i mam z tym problem. Wszystkie zadania robi po swojemu no i troszkę emocjonalnie nie nadawał się do szkoły. Mogę się tylko pochwalić że matematykę rozumie i umie. A co do książeczek dla córci to proszę wypisz kilka sprawdzonych tytułów. Moja Zosia śledzi karty Domana no i książeczki ze zwierzątkami to te ulubione, bo wtedy mama wydaje różne dźwięki :) pozdrawiam mamaTAiZ

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ja młodszego syna tez raczej poślę jako siedmiolatka, mimo że umie czytać.
      Co do książeczek to nam się najbardziej podoba seria "Moje pierwsze słówka" wyd. Arti, ponieważ mają największe ilustracje i napisy z książeczek, które widziałam, ale wycofują już tą serię i trudno dostać niektóre części. Więcej natomiast jest książeczek typu "Obrazki dla maluchów", "Okruszek poznaje...", "Rosnę i poznaję" itp. Też są ok ale bardziej dla samych obrazków, ponieważ format książki mniejszy i przez to napisy małe. Fajna jest też seria Czuczu "Moje pierwsze słówka" (w sam raz do torebki, jak gdzieś jedziemy), ale to też mały format.

      Usuń
  2. Zdecydowanie popieram naukę czytania przed pójściem do szkoły. Nie znam nikogo, kto nie miałby trudności podczas wdrażania tej idiotycznej metody ze szkoły. Ja akurat sama nauczyłam się czytać, najpierw rozpoznawałam wyrazy, dopiero potem litery, ale i tak nie uniknęłam wciskania mnie w zerówce w sylabizowanie (i tak dobrze, że w ogóle w zerówce uczono nas czytać), przez co się zablokowałam na parę miesięcy. Na szczęście moja mama natchnęła mnie, żebym najpierw czytała po cichu, a potem na głos co przeczytałam. Trick, który sprawił że w jeden dzień zaczęłam płynnie czytać na głos długie zdania, gdy w myślach czytałam bez większych problemów całkiem grube książki. Dopiero po wielu latach dowiedziałam się, że sposób w jaki nauczyłam się czytać, jest sposobem szybkiego czytania. Czyli oczy widzą na raz całą linijkę tekstu :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Jakbym nie słyszała na własne oczy Stasia, to pewnie bym nie uwierzyła, że to takie skuteczne. Staś zaczynał czytać, jak miał 3,5 roku. Obecnie ma 6 i czyta płynnie po polsku i angielsku (podobno po hiszpańsku też nieźle, mówi student, który go uczy). Co więcej nie jest jeszcze przez szkołę skażony niechęcią do jakiejkolwiek nauki i sam z siebie wykonuje codziennie ćwiczenia z kursu szybkiego czytania (na którym zresztą jest jednym z najlepiej czytających, mimo, że dzieci są od niego 3 lata starsze). Jestem bardzo ciekawa efektów tego szybkiego czytania.

      Usuń
  3. Czyli Marta, to że Staś umie czytać nie zraża go do chodzenia do szkoły. Ale co on robi, gdy inne dzieci "męczą" sie składajac literke do literki? Dobrze, ze nie narzeka.

    Pozdrawiam
    Monika

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Ze składania literek - czytania pani odpytuje w piątki i pewnie dłużej niż kilkanaście minut to nie trwa. Myślę, że się w tym czasie cieszy, że on już umie:-) Co do samej nauki czytania, to z tego, co pani pisze w mailach, dzieci mają ćwiczyć z rodzicami - on w tym czasie się bawi albo idzie na zajęcia dodatkowe, które sobie powybierał. Oprócz nauki czytania mają w szkole też dużo innych rzeczy, np. pani im tłumaczyła (a potem on mi w domu), jak należ łączyć litery podczas pisania).

      Usuń
  4. my dopiero zaczęliśmy przygodę z globalnym czytaniem - i nie mam zamiaru z niej zrezygnować. Cieszę się że starszy syn chce się bawić w czytanie bo wiem że przyda mu się to w przyszłości :)
    pozdrawiamy i zapraszamy od czasu do czasu na naszego bloga
    www.biesydwa.pl

    OdpowiedzUsuń
  5. Z moich obserwacji wynika, że o wiele łatwiej nauczyć czytać dziecko w wieku 3-5 lat niż starsze. 7 latki mają już inne zaintereowania i mozolna nauka składania liter jest dla nich nudna. 3-4 latki wykazują naturalnie zainteresowanie literami, pismem.
    Ja też uczę moją córę 3l czytać (nie mam przekonania do metody globalnej, dlatego korzystam z metody symultaniczno-sekwencyjnej.

    btw. jesteś mi winna 2 szklanki kaszy jaglanej, którą przypaliłam zaczytując się :P

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Zgadzam się, młodsze dziecko nie ma sprecyzowanych jeszcze zainteresowań i często lubi po prostu spędzać czas z mamą, a co robią jest rzeczą drugoplanową,może to być czytanie, a może to być oglądanie bajek,zależy co mama zaserwuje. Moja córka przejęła trochę rzeczy, które ja lubię: czytamy razem, układamy układanki itp.
      Odnośnie metody globalnej, to zauważyłam że znacznie lepiej sprawdza się u wzrokowców (ale ta obserwacja dotyczy tylko mojej trójki dzieci i ewentualnie tego, co wyczytałam na innych blogach, więc nie wiem, czy może być uogólniona). Słuchowiec (mój młodszy syn) też się nauczył do pewnego stopnia czytać tą metodą, ale potrzebował na to znacznie więcej czasu i energii niż starszy syn i córka - wzrokowcy, którzy w mig się nauczyli czytać globalnie, nie tylko po polsku ale i po angielsku (córka nadal się uczy, ale już są niezłe efekty). Jest także pewna różnica, którą zauważyłam (ale również tylko na swoich dzieciach, więc nie chcę uogólniać) - Staś czytał płynnie od samego początku, z Emilem w pewnym momencie przeszłam na metodę sylabową, bo dużo wysiłku wkładałam, a efekty były, ale znacznie odbiegały od tego co mi Staś zaserwował. No i Emil również czyta, ale jednak do płynności mu trochę jeszcze brakuje. No, ale bez przesady. Chłopak ma dopiero 6 lat!:-)

      Usuń