czwartek, 17 października 2013

Kartka dla Oliwki

Kartka urodzinowa dla Oliwki


Oliwia jest niestety ciężko chora. 6 września 2012 roku zdiagnozowano u niej białaczkę. Jej wielkim marzeniem jest dostać bardzo dużą ilość urodzinowych kartek.
Wystarczy jedna kartka, aby zobaczyć jej uśmiech, niesamowitą iskierkę w oczach, która będzie płonąć coraz mocniej z kolejną kartką.

27 października skończy 6 lat.



Adres:
Oliwia Gandecka
ul.M.C.Skłodowskiej 11/26
65-001 Zielona Góra 

„Uprzejmość tak mało kosztuje, a tak wiele można za nią kupić. ”
Dołącz się do akcji i zaproś swoich znajomych!

wtorek, 15 października 2013

W jesiennej scenerii



W końcu weszliśmy w rytm przedszkolno-szkolny. We wrześniu jeszcze myślałam, że się nie wdrożymy po wakacjach z powrotem w naukę, ale jakoś samo wyszło:-) 
Stasiu realizuje swoje zainteresowania i marzenia pełną parą! Na pierwszym miejscu z powrotem zagościły szachy. Chodzi w szkole na kółko szachowe. Za każdym razem, jak go odbieram jest awantura, że za krótko trwało i on chce jeszcze zostać!:-) Nauczyłam już go tego co potrafię i teraz trenuje z komputerem (Fritz i Czesław albo Chess Master).
Druga jego pasja, która po kilku miesiącach przerwy na nowo wróciła do łask, to skakanie na macie. Stasiu mówi, że w przyszłości będzie "nauczycielem skakania na macie".


Przez kilka miesięcy przerwy spadł z 6 poziomu na 3 i stwierdził, że musi nadgonić. Udało już mu się wrócić na 5 i codziennie ćwiczy dalej:-) 
Po półkoloniach z klockami lego nowym zainteresowaniem Stasia stało się programowanie robotów. Ostatnio zaprogramował z klocków pułapkę na myszy:-)
Natomiast zamiast wspólnego czytania książek, które Stasiu woli sam pochłaniać, rozwiązujemy razem zadania z Kangurka i ćwiczymy szybkie czytanie. Całkiem nieźle to Stasiowi idzie. 


Wieczorami gramy w grę karcianą Fasolki.


 Składamy dinozaury origami.


 Emil koloruje.



Gramy w Monopol. Emil prowadzi bank i wydaje resztę.


Wyciągnęłam  różne książeczki z ćwiczeniami, które od czerwca leżały prawie nietknięte i powiedziałam Stasiowi, że może sobie coś wybrać. Staś zdecydował się na "Czytanie ze zrozumieniem".


Staś pisze list do Świętego Mikołaja.


Trening tabliczki mnożenia: rzuty dwoma kostkami 10-ściennymi. Należy podać wynik. Za natychmiastowy wynik - superpunkt (orzech laskowy), za wynik podany po sprawdzeniu zwykły punkt (migdał). Ja wygrałam, ale Staś mówi, że to dlatego, że mi same łatwe wylatywały (np. razy 1 i razy 0).


W sobotę wybrałam się ze Stasiem na spektakl „Fintikluszki – Folkowe okruszki – Wędrowny Kram opowieści” w wykonaniu teatru „Małe Mi”, który otworzył sezon imprez teatralnych w Domu Kultury „Orle Gniazdo” w Poznaniu. W zasadzie miałam iść z Emilem, ale niestety się rozchorował. Na sztukę przybyły w większości dzieci 3- 4 letnie, które świetnie się bawiły oglądając wędrowny teatr lalek. Pełna ekspresji i wspaniale śpiewająca prowadząca, Sława Tarkowska doskonale nawiązała kontakt z młodymi widzami, którzy odpowiadali na jej pytania, słuchali opowieści i wykonywali polecenia.
„Fintikluszki” to w języku mieszkańców krainy Dawno Dawno Temu po prostu DROBIAZGI. Opowieści wędrownego kramu z bajkami ożywiały świat wielkoludów, które chciały być tak mądre jak ludzie, lecz zamiast sadzić nasiona czekały, aż coś wyrośnie z kamieni. Ludowe gadki odkrywały przed dziećmi świat domowych skrzatów zamieszkujących niegdyś domostwa ludzi i dbających o ich dobrobyt. Dzięki tradycyjnym lalkom i instrumentom oraz wspaniałej muzyce i przepięknych kostiumach historie, do których dzieci cofnęły się w czasie, wydawały się naprawdę realne. Niektóre, tak jak ta o Jasiu i drwalu, przemawiały do dzieci morałem.
„Małe Mi” z Warszawy to wędrowny teatr lalek. Prezentuje różne formy animacji i bogatą scenografię. Muzyka jest grana i śpiewana na żywo, aktorzy nawiązują bezpośredni kontakt z publicznością. Sztuka opowiadania i ruch sceniczny jest na najwyższym poziomie, o czym zresztą świadczy Atest ASSITEJ - Świadectwo Wysokiej Jakości i Poziomu Artystycznego dla najlepszych polskich przedstawień dla młodego widza dla Sławy Tarkowskiej.

sobota, 5 października 2013

Moje spostrzeżenia odnośnie wczesnego czytania i nauki w pierwszej klasie

Kiedy Staś miał iść do szkoły, wiele osób mówiło, że będzie się nudził i broił bo za dużo umie. Na chwilę obecną mogę stwierdzić, że Staś nie broi, jest raczej z tych grzeczniejszych i nie nudzi się. Przed pójściem do szkoły nie pisał pisanymi, tylko drukowanymi, a od pierwszych zajęć właśnie pisanymi dzieci się uczą (po miesiącu już umie, ale dalej się szkoli). Moje spostrzeżenia natomiast są takie: 
  • dzieci (przynajmniej u mojego syna w zerówce dla 5-6 latków) nie miały liter drukowanych, sama go uczyłam, natomiast w szkole zaczynają od razu pisane
  • połowa klasy mojego syna (6-latków) uczęszcza na zajęcia wyrównawcze
  • codziennie dzieci uczą się pisać kolejną literkę - bardzo szybko muszą znać ich coraz więcej, co wiąże się zarówno z tym, że muszą opanować pisanie większej liczby liter oraz czytanie trudniejszych słów
  • po miesiącu (dokładnie 1 października) otrzymuję mail zbiorowy od wychowawczyni "większość dzieci ma ogromne trudności z czytaniem krótkich tekstów z podręcznika".
Cieszę się, że Staś wcześniej uczył się czytać globalnie i zaczął czytać bardzo szybko. W chwili obecnej nie ma problemów z czytaniem i pisaniem, co więcej czyta płynnie i pisze poprawnie ortograficznie. Z tego co słyszę od innych rodziców ze Stasia klasy robienie samych zadań domowych (np. z kaligrafii) zajmuje im na prawdę dużo czasu (wierzę w to, bo czasami Stasiowi też się nie chce i strona szlaczków zajmuje mu dwie godziny), jeżeli do tego oprócz pisania rodzice uczą dzieci jeszcze czytania, żeby opanować wszystkie wymagane umiejętności muszą z pewnością poświęcić wiele czasu i energii. Większość dzieci w przedszkolu była przyzwyczajona głównie do zabawy, więc zadania domowe, nauka czytania i pisania może być przez nich trudna do przyjęcia, a mają też do dyspozycji mało czasu, ponieważ w większości siedzą długo w świetlicy, a czasami później mają jeszcze zajęcia dodatkowe. Nie ukrywam, że oprócz tego wszystkiego na prawdę miło (nie tylko dla mnie, ale też pewnie i dla Stasia) jest mieć dziecko, uważane przez wszystkich za "zdolne". Obecnie syn sam sobie bierze książkę, która go interesuje (najczęściej są to encyklopedie z obrazkami dla dzieci) i czyta. Wystarczy, że zostawię jakąś książkę "przypadkiem" na wierzchu i na 80% Staś do niej sięgnie. Wybraliśmy się nawet na lekcję pokazową szybkiego czytania, technik zapamiętywania oraz koncentracji dla dzieci i bardzo mu się spodobało, więc teraz ćwiczy. 


Zresztą czas zaoszczędzony na mozolnym wkuwaniu literek i łączeniu je w sylaby może poświęcić na co chce, np. na programowanie robotów z lego czy eksperymenty, które uwielbia:-) No i siostrze poczyta książeczki...


Moim zdaniem na prawdę warto poświęcić troszkę czasu na naukę czytania metodą globalną. Nawet nie naukę, ile zabawę - kiedy córka płacze (bo się np. przewróci, dopiero uczy się chodzić) biegnę po kartki z napisami albo książeczki i jej szybko czytam i dopóki jej czytam jest spokojna i nie płacze. Jak kończę, to zaczyna marudzić (bo chce jeszcze:-) W związku z tym, że jej to sprawia taką przyjemność, codziennie czytamy kartki z napisami i książeczki z jednym słówkiem i jednym obrazkiem na stronie (książeczek mamy kilkadziesiąt i na raz wszystkie jej czytam i jeszcze jej mało:-)

wtorek, 1 października 2013

Podróże Pana Kleksa


Wczoraj wybrałam się z synem na spektakl „Podróże Pana Kleksa" w wykonaniu grupy Erato z domu kultury "Orle Gniazdo" na poznańskich Ratajach. Spektakl odbył się w Teatrze Wielkim w Poznaniu. Muszę przyznać, że szłam z pewnym niedowierzaniem, ale też zaciekawieniem, co też grupa dzieci z domu kultury może pokazać w Teatrze Wielkim... Pan Kleks to w końcu postać z dzieciństwa, wielki podróżnik i wynalazca, który w dodatku wyrusza na bajeczną wyprawę w poszukiwaniu atramentu skradzionego przez Alojzego Bąbla z wybrzeży Bajdocji.
Okazało się, że to, co może pokazać przerosło zdecydowanie moje oczekiwania! Wspaniała gra młodych artystów (największe wrażenie na nas zrobiła dziewczynka grająca Alojzego Bąbla), dekoracje świetnie oddające atmosferę niezwykłych podróży – w końcu zadanie Pan Kleks miał niezwykle ważne i niełatwe, gdyż bez magicznego atramentu nie można spisać bajek na corocznym festiwalu bajek, a w Abecji, Patentonii, Parzybrocji i Nibycji, gdzie Pan Kleks wyrusza w niebezpieczną podróż, atramentu albo nie ma albo Alojzy Bąbel zdążył już go uprzedzić.
Spektakl ten nawiązuje do części pierwszej „Akademii”, którą grupa grała rok wcześniej, wpierw w „Orlim Gnieździe” i na festynach, później w Teatrze Wielkim. Widowisko skonstruowane zostało jako musical, głównie z hitami z "Akademii Pana Kleksa", jak „Kwoka”, "Witajcie w naszej bajce" czy "Leń" ze słowami Jana Brzechwy i Krzysztofa Gradowskiego (reżysera wersji filmowej Pana Kleksa). Pojawiła się także piosenka Karola Napieralskiego, reżysera spektaklu, grającego jednocześnie Ambrożego Kleksa. Na deskach teatru zagrało aż 50 aktorów, zdecydowana większość to dzieci. Po sztuce mój synek oznajmił, że on się stąd nie rusza i chce dalej oglądać, mimo że sztuka trwała półtorej godziny. Spektakl zrobił na mnie ogromne wrażenie. Nie spodziewałam się, że dzieci, nie ćwiczące przecież zawodowo, są w stanie tak pięknie zagrać. Oczywiście olbrzymie gratulacje dla reżysera! Czekam z zapartym tchem na kolejne sztuki w wykonaniu tej grupy!
Relacja na czasiedzieci.pl


A tu już Różyczka we Figlarnii.

 Staś na Nocy Naukowców. Przesiewa glebę.


Mierzy kwaśność gleby.


Porównuje kolory.


Stasiu na Nocy Naukowców na warsztatach meblarskich.