środa, 18 września 2013

Odnośnie szkoły, to mam mieszane uczucia. Niepotrzebnie się wprawdzie martwiłam, że Staś się będzie nudził i broił, bo chyba się nie nudzi i nie broi. Uczą się pisanych literek, a Stachu nie jest, póki co, orłem z kaligrafii. W zerówce nie przerabiali drukowanych (ja go sama uczyłam), więc tak mnie zastanawia, co z tymi drukowanymi, czy dzieci już się ich nie uczą? Pani na zebraniu powiedziała, że połowa klasy będzie chodziła na zajęcia wyrównawcze. Nie wiem kto, ale się zdziwiłam, że aż tyle. Niektóre mamy mówiły, że razem z dzieckiem rysują w domu zadane szlaczki, trzymając rękę razem z dzieckiem na ołówku. Ze Stasiem na szczęście nie muszę takich rzeczy robić, ale bardzo niechętnie się bierze za szlaczki (inne zadania domowe robi od ręki). Na stronie szkoły jest sterta kółek zainteresowań, ale jak go na jakieś chciałam zapisać, to nie dla pierwszych klas... No więc będzie chyba chodził niestety tylko na te płatne, a oferta jest tak duża, że aż w głowie się kręci... Nie sądziłam, że aż tyle się tego porobiło. Staś oczywiście chce iść na eksperymenty, które uwielbia (był na półkoloniach z eksperymentów i oprócz tego sam w domu z książki przerabia:-), oprócz tego kontynuujemy języki (które mu łatwo wchodzą) i basen. Szkołę Stasiu kończy o 11.30 zazwyczaj, więc mamy sporo czasu!
Emil natomiast w przedszkolu jest w zerówce, w grupie łączonej 5-6 latków (ma niecałe 5 lat). Pani mówi, że bardzo dobrze sobie radzi i niepotrzebnie się martwiłam. Udało mi się też z panią dyrektor uzgodnić rehabilitacje w przedszkolu, z czego się strasznie cieszę, bo będzie miał ćwiczenia fajnie zorganizowane: 2x tygodniowo w przedszkolu i 2x tygodniowo prywatnie, do tego raz w tygodniu basen i w ramach terapii ręki ceramika w ośrodku kultury. Z zajęć dodatkowych, nie rehabilitacyjnych będzie miał języki. Chciał jeszcze judo, ale w pierwszej kolejności rehabilitacje niestety musi mieć.
Róża kontynuuje swój basen. Ja natomiast pod pretekstem "figlarni" dla Róży chciałabym się spotykać z innymi mamami z okolicy w ośrodku kultury.
Wracając do tematu szkoły. Wpadłam na 5 minut na zebranie rady rodziców; w przedszkolu kiedyś uczestniczyłam w radzie i mile to wspominam, tutaj natomiast po 5 minutach miałam dosyć. Nie sądziłam, że coś takiego może się dziać na zebraniu... Na szczęście na zebraniu klasowym było bardzo miło i chociaż to jest pocieszające. Wychowawczynię Staś ma fajną, wymagającą; dyrektorka szkoły natomiast zdecydowanie nie przypadła mi do gustu i już się zastanawiam, jak to będzie z nią uzgadniać rehabilitacje dla Emila w szkole. Może tym razem męża wyślę?:-)
A tutaj Różyczka układa swoje układanki. Ostatnio trochę się rozchorowała i ciągle marudzi. Najlepiej ją uspokajają książeczki i bajki.


Tutaj inna tania i fajna zabawka - kubeczki do układania jeden na drugim albo jeden w drugim.


Piramidka...


Staś i dyktanda dla drugoklasistów.


Nasze nowe nabytki z wyprzedaży Carrefour. Ze Stasiem fajnie się kupuje książki, bo bierze te, które potem faktycznie czyta.

2 komentarze:

  1. A tam na dywanie jakaś nowa ,,zabawka" leży???
    Zebrania szok- żeby jeszcze panie nauczycielki zobaczyły w nas sprzymierzeńców ...

    OdpowiedzUsuń